piątek, 25 grudnia 2015

Zabij mnie, tato

Gdyby ktoś zadał mi pytanie, dlaczego tak chętnie sięgam po szeroko rozumianą literaturę fantastyczną i thrillery, odpowiedziałabym bez zastanowienia: bo są dla mnie odskocznią od szarej rzeczywistości. Siedząc bezpiecznie w swoim pokoju, mogę przenieść się w dowolne miejsce i przeżyć przygody, które nigdy nie przydarzyłyby mi się w prawdziwym życiu. Są jednak takie historie, w których nikt z nas nie chciałby brać udziału. Takie, które potrafią przestraszyć bardziej, niż najstraszniejszy horror. Dlaczego? Bo mogą przytrafić się każdemu z nas.




Zdzisław Mokryna to emerytowany policjant, który po odejściu z pracy postanawia zacząć nowy etap w życiu. Przeprowadza się do niewielkiego miasteczka, gdzie zatrudnia się jako ochroniarz w lokalnej fabryce. Początkowo nie planuje nawiązywać bliskich znajomości z mieszkańcami Rykowa, jednak los chce inaczej i Mokryna bardzo szybko zaprzyjaźnia się z właścicielami miejscowej pizzerii. 
Życie w Rykowie płynie powoli. Główny bohater dzieli czas między pracę, wycieczki rowerowe i wizyty u przyjaciół. Można powiedzieć, że pędzi nudny żywot. Do czasu, gdy odbiera telefon od swojego przyjaciela. Dwie z jego córek nagle zniknęły bez śladu. Rozpoczyna się wyścig z czasem, bo wiadomo, że z każdą dobą od zaginięcia prawdopodobieństwo odnalezienia dziewczynek całych  i zdrowych zmniejsza się.
Historia opowiedziana przez Stefana Dardę ma kilka wymiarów. Przede wszystkim jest to porządnie napisany thriller. Mimo że miejscami opowieść jest nieco nazbyt rozwlekła (czasem mniej znaczy więcej), to trudno się od niej oderwać. Czytałam ją ja, moja mama i siostra, i każda z nas pochłonęła ją za jednym posiedzeniem. Powieść gra na emocjach, bo przecież każdy z nas, nawet jeśli nie jest rodzicem, to ma w rodzinie lub wśród bliskich sobie osób dzieci, których los nie jest mu obojętny. A Zabij mnie, tato uświadamia czytelnikowi, że porwanie czy zaginięcie wcale nie jest tak nieprawdopodobnym wydarzeniem. I tu jest właśnie drugi wymiar tej historii. Przyznaję, sama na początku byłam sceptycznie nastawiona. Dzieci, które nagle zniknęły, będąc zaledwie parę kroków od domu? Wydawało mi się to trochę niedorzeczne. Z każdą przeczytaną stroną przekonywałam się jednak, że taka tragedia może przydarzyć się właściwie każdemu. Jest więc najnowsza książka Dardy także swego rodzaju przestrogą - bądźcie czujni, bo nigdy nie wiadomo, co może was spotkać. Na koniec wreszcie można uznać ten thriller za trafną niestety diagnozę polskich realiów. Luki w prawie, pozostałości po poprzednim systemie, niedoskonałe procedury - słowem kraj dbający o swoich obywateli. Gdybym była matką, po lekturze tej książki prawdopodobnie zaczęłabym dla bezpieczeństwa wiązać dzieci na łańcuchu.
 Polecam najnowszego Dardę rodzicom - ku przestrodze, miłośnikom thrillerów i kryminałów - myślę że się im spodoba, no i ogólnie polecam wszystkim molom książkowym, bo to dobra pozycja jest!