XVI-wieczna Anglia. Elżbieta Tudor zostaje królową. Dotychczas jej życiu zagrażało wiele niebezpieczeństw. Teraz... jest ich tylko więcej. Nie wiadomo, komu można zaufać, a kto spiskuje za plecami młodziutkiej władczyni. Tylko przez przypadek udaje się udaremnić zamach na jej życie. Jakby tego było mało, Elżbieta skrywa przed wszystkimi tajemnicę, która trafiwszy w niepowołane ręce, mogłaby wywołać skandal w całej Europie.
Do rozwiązywania takich zadań został wyszkolony Brendan Prescott - szpieg na usługach królewskiej mości, który ryzykuje własnym życiem i odstawia na bok własne sprawy, żeby dopilnować, by sekret władczyni pozostał nieodkryty.
Chciałabym i boję się - to chyba najtrafniejsze określenie moich uczuć, które towarzyszyły mi, gdy po raz pierwszy wzięłam do ręki "Potomka Tudorów". Walka o władzę, intrygi, spiski - brzmi smakowicie, tylko że... do niedawna nie byłam miłośniczką powieści historycznych. Oczywiście zdarzyło mi się przeczytać kilka całkiem dobrych, tylko wszystkie miały to do siebie, że wymagały ode mnie maksymalnego skupienia. Na lekcjach historii buntowałam się przeciwko konieczności zapamiętywania dat i przebiegu miliona bitew, w rezultacie czego, czytając np. Sienkiewicza, gubiłam się w wydarzeniach, a już na pewno nie byłam w stanie bez zastanowienia wskazać momentów, w których autor nieco rozminął się z prawdą historyczną. Ostatnimi czasy staram się przełamać opór przed tym gatunkiem książek, ale mimo wszystko ciągle towarzyszy mi pewna taka nieśmiałość.
Tymczasem wystarczyło przeczytać dziesięć pierwszych stron "Potomka Tudorów", by cała moja obawa przed tą książką odeszła w niepamięć. Mimo tego, że jest silnie osadzona w odległych realiach XVI-wiecznej Anglii, mimo że opisuje postaci historyczne, o których moje dotychczasowe pojęcie nie było zbyt bogate, więcej jeszcze - mimo że, jak się zorientowałam w trakcie czytania, jest to kontynuacja serii - pomimo tego wszystkiego w powieści Gortnera po prostu nie sposób się pogubić. Autor sprawnie i barwnie opisuje Anglię tamtych czasów, dworskie układy i intrygi, kojarzone małżeństwa, szpiegów, ale także ówczesną architekturę, zwyczaje itd. Parę razy wydawało mi się, że przyłapałam autora na jakimś potknięciu, ale za każdym razem szybkie buszowanie w Internecie pokazywało, że się myliłam.
Egzamin z realiów epoki zaliczony, a co z fabułą? Narratorem powieści jest Brendan Prescott, szpieg na usługach nowej królowej - Elżbiety. Władczyni wysyła go z misją odnalezienia jednej z dworek, lady Perry. Prosta z pozoru misja okazuje się być niezwykle niebezpieczna, a główny bohater wkrótce odkrywa, że nie tylko on skrywa przed światem poważną tajemnicę. Choć intryga nie jest przesadnie skomplikowana, nie jest także nudna, a to za sprawą sprawnie wplecionych wątków pobocznych. Akcja nie toczy się może bardzo wartko, ale całość czyta się dość szybko, głównie za sprawą ciekawej fabuły i sprawnego pióra autora (oraz tłumacza).
Brawa należą się autorowi także za udane, wcale nie pobieżne sportretowanie bohaterów, także tych zbiorowych. Każda z postaci ma swój odrębny charakter, ich postępowanie motywowane jest celem, jaki każda z nich chce osiągnąć, ma na nie wpływ także pochodzenie społeczne i wykształcenie. Inaczej opisana została kochliwa dziewka kuchenna, inaczej wierna dama dworu; nawet ci, których łączy zdawałoby się wspólny cel, dążą do niego z różnych powodów i różnymi ścieżkami. Opis społeczeństwa jest głęboki, wielowymiarowy.
Muszę przyznać, że książka Gortnera bardzo mnie zaskoczyła. Fakt, że jest intrygująca, przyjemna w czytaniu, a przy tym w dobrze oddaje realia epoki (przybliżając je tym samym takim historycznym matołkom jak ja) to jedno. Ale znacznie bardziej zdumiało mnie to, że znalazłam w tej opowieści to, czego wcale tam nie szukałam. Gdybym miała ją porównać do innej książki, to wcale nie byłaby to żadna powieść historyczna, a... fantasy. Właściwie od pierwszych stron miałam wrażenie, że czytam kolejną świetną historię, która wyszła spod pióra Robin Hobb, tylko pozbawioną magii, smoków itp (mam na myśli trylogię o Skrytobójcy). Podobne jest pochodzenie głównego bohatera, jego rola i oddanie wobec władcy, w obu mamy knowania, podchody i trudne misje do wykonania. Choć więc nie sposób zaliczyć tych książek, a właściwie pewnie serii, do jednego gatunku, dla mnie mają one wiele wspólnego i obie je bardzo sobie cenię.
Na zakończenie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco polecić "Potomka Tudorów" - miłośnikom historii, w szczególności angielskiej, tym których interesuje życie na królewskim dworze, wielbicielom tajemnic wszelakich oraz karkołomnych misji, a wreszcie tym wszystkim, którzy lubią twórczość Robin Hobb i nie mieliby nic przeciwko poczytaniu o przygodach podobnych do tych, które miał Bastard Rycerski. Sama natomiast zmuszona jestem nadrobić braki i sięgnąć po poprzednie części serii autorstwa C.W. Gortnera. Choć bowiem ich nieznajomość nie przeszkadzała w odbiorze książki, to bardzo ciekawa jestem wcześniejszych wydarzeń, o których główny bohater kilkakrotnie napomknął.